Nietypowe pytania do dentysty

Skąd wzięła się nazwa "zęby mądrości"? Czy dentyści chodzą do innych dentystów, czy sami leczą swoje zęby? Dentysta czy Stomatolog? Skąd wzięły się dwie nazwy? Kiedy będziemy leczyć zęby bez użycia wiertła? Laserowe leczenie zębów - czy istnieje taki sposób? Na nietypowe pytania do dentysty odpowiada dr Tomasz Rozwadowski.
Skąd wzięła się nazwa "zęby mądrości"?
Wyrastają gdy kończymy szkołę więc pewnie jesteśmy mądrzy ;). Mleczaki rosną gdy siorbiemy mleko :). A tak poważniej, zęby mądrości wyrastają między 17 a 25 r.ż., z reguły nie wcześniej, niż między18-20, a czasem i około 35 r.ż. Z tego wynika powiązanie ich z dorosłością, dojrzałością i pełnoletniością. Oczywiście nie ma to jakiegokolwiek realnego związku z mądrością, a ze skojarzenia faktu wychodzenia tych zębów i etapu rozwoju w naszym życiu.
Czy dentyści chodzą do innych dentystów, czy sami leczą swoje zęby?
Niespecjalnie widzę możliwość leczenia się samemu. Znam jednego dentystę, który chcąc pokazać studentom, jaki jest dobry, sam zaczął sobie wiercić w zębie, ale nie mając wyczucia ani dobrej widoczności w lusterku na ścianie, zadał sobie samemu ból i się popłakał. Poza tym jednym przypadkiem nie słyszałem, aby ktokolwiek próbował :).
Zdecydowanie chodzimy do innych dentystów i stajemy się wtedy "zwykłymi" pacjentami. Mamy takie same potrzeby i takie same obawy. Nic nie uchodzi nam ulgowo. No może poza tym, że zazwyczaj dentysta leczy kolegę po fachu bez honorarium, czyli "po kosztach", które i tak są niemałe. Jednak bolesność, skomplikowane procedury, możliwość komplikacji są także naszym udziałem. Może wtedy łatwiej jest też dentystom zrozumieć pacjenta, jak się czuje i co przeżywa po drugiej stronie? Ale mówi się, że kolegę po fachu leczy się też trudniej - ponieważ częściej występują powikłania, kolega też gorzej znosi wszelkie procedury, bo zna je dobrze od podszewki - to też mówią dentyści, że najgorzej to leczyć znajomego dentystę.
Dentysta czy Stomatolog? Skąd wzięły się dwie nazwy?
Dentysta to bardziej tradycyjna nazwa, wzięta z zachodniego słowa "dentist" i łacińskiego "dens", czyli ząb. Stomatolog pochodzi od słowa stoma, czyli jama ustna. W Polsce zwalczano nazwę prozachodnią, z drugiej strony miała ona sugerować, że zajmujemy się czymś więcej, nie tylko zębami ale całą jamą ustną.
W Polsce wszyscy dentyści nazywali się kiedyś lekarz stomatolog, jednak w związku z wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej i innymi terminami w jej obrębie (lekarz dentysta to odpowiednik naszego dentysty, a lekarz stomatolog, to dentysta z dodatkowo ukończonym kierunkiem ogólnolekarskim po dentystycznym) zostało to uregulowane i ujednolicone. Tak więc wszyscy lekarze stomatolodzy stali się teraz lekarzami dentystami. Ale potocznie w Polsce znaczy to dokładnie to samo.
Kiedy będziemy leczyć zęby bez użycia wiertła?
Leczymy cały czas. To temat wciąż modny i popularny.
Najwięcej zasług w bezwiertłowym leczeniu maja Skandynawowie. To oni od wielu lat mają opracowane metody bezwiertłowe, używając dłutek, ostrych łyżeczek i innych ręcznych narzędzi. Leczenie przebiega bez wiercenia, ale przypomina obróbkę kamienia przez rzeźbiarza, a więc łupanie, uderzanie ostrymi narzędziami. Dla pacjenta odczucia są wcale nie mniej nieprzyjemne, a trwa na pewno o wiele dłużej. Dlatego w dobie obecnych, bardzo skutecznych znieczuleń, pacjenci coraz częściej wybierają wiercenie coraz bardziej delikatniejszymi maszynami.
Kilkanaście lat temu popularne stały się żele do leczenia próchnicy bez użycia wiertła, pochodzące właśnie ze Skandynawii. Ząb opracowywano metodą, którą opisałem powyżej, czyli ręcznie, specjalnymi, bardzo ostrymi narzędziami, a żel zaaplikowany do zęba rozpuszczał tkanki zepsute próchnicą i ułatwiał ich usunięcie, przyspieszając zabieg. Hasło marketingowe - "leczenie bez użycia wiertła" było bardzo modne i sprowadziło do gabinetów dentystycznych wielu pacjentów z chorobliwym wręcz lękiem przed wierceniem. Były to osoby, które wymagały szybkiej pomocy i obecność tej metody bardzo im pomogła. Jednak moje obserwacje były takie, że z reguły po pierwszej, drugiej wizycie, gdy lęk nieco opadł decydowali się na leczenie pozostałych zębów normalnie. Bo leczenie normalne, uwzględniając znieczulenie było tańsze od nowej metody i szybsze. W międzyczasie ukazały się publikacje poddające w wątpliwość stosowania żelu i jego wszechstronność w leczeniu próchnicy. To sprawiło, że metoda ta jest obecnie dużo mniej popularna i rzadko oferowana przez dentystów.
Z metod bez wiercenia należałoby jeszcze wymienić metodę abrazji powietrznej, czyli użycia końcówki z mocno sprężonym powietrzem wraz z tlenkiem glinu (piaskiem), który może usuwać tkanki twarde zęba. Metoda również mało popularna z powodu dosyć skomplikowanej procedury leczenia, ale przede wszystkim ogromnie drogiego sprzętu, którego wartość niestety podraża cenę zabiegu dla pacjenta ponad wszelką miarę. Pomniejsze metody, ozonowania, czy pokrywania specjalnymi żelami hamującymi próchnicę wspominam z obowiązku kronikarskiego, niemniej jednak są to metody niszowe, stosowane tylko w bardzo konkretnych przypadkach (odpowiedni rozmiar ubytku, jego położenie itp.) i nie zdają się być czymś istotnie zmieniającym podejście do leczenia zębów. Podsumowując, jak widać laboratoria wciąż pracują nad metodami umożliwiającymi wyeliminowanie wiertła z praktyki dentysty. Na razie efekty nie są zbyt spektakularne, ale być może za 15 lat będzie wystarczyło wysłać sms-a pod odpowiedni numer...;) technologie często nas potrafią zadziwić.
Laserowe leczenie zębów - czy istnieje taki sposób?
Tak, oczywiście, choć trzeba w tym miejscu sprecyzować oba terminy: co oznacza laserowe i co rozumiemy pod pojęciem leczenia zębów. Generalnie możemy powiedzieć, że mamy trzy grupy laserów, no może cztery. Pierwszą z nich są tzw. lasery-bajery, czyli wszelkie urządzenia, które mają odpowiednio wyglądać, robić biiiip w odpowiednim momencie i dodać wybranej procedurze wartości z przydomkiem "laserowy". W obecnej, mocno "zmarketingowiałej" stomatologii, takie praktyki i urządzenia się zdarzają, ponieważ jeśli pacjenci słyszą słowa "laserowy" lub "komputerowy", to nabierają przeświadczenia, że to coś lepszego i są za to w stanie wydać dużo większe pieniądze. A najważniejszy przecież jest człowiek. I trzeba o tym, oceniając rodzaj proponowanej terapii, pamiętać.
Tak więc pozostałe trzy typy prawdziwych laserów to po pierwsze laser biostymulacyjny, czyli taki, który poprzez delikatne działanie poprawia gojenie stanów zapalnych. Lasery te są używane dosyć powszechnie nie tylko w stomatologii ale w całej medycynie a nawet weterynarii.
Drugi typ to laser do tzw. chirurgii miękkiej, czyli umożliwiający korektę np. dziąsła czy wędzidełka. Również dosyć popularny, pozwala na szybkie przeprowadzenie zabiegu bez krwawienia, ponieważ równocześnie je hamuje. Trzeci typ, to laser twardy do opracowania tkanek twardych zęba, czyli do leczenia próchnicy. Przy nim napotykamy jednak problemy, bo to ogromne i bardzo drogie urządzenie a delikatność zęba wewnątrz, bliskość w środku tzw. nerwu, czyli żywej tkanki, ogranicza możliwości lasera, który przecież z dużą mocą "wypala" zepsute tkanki zęba wytwarzając mikro-wybuchy i uwalniając ciepło, co przez niektórych uważane jest za powód późniejszych powikłań i obumierania zębów leczonych tą metodą. Ale nawet jeśli tak nie jest, to i tak podwyższona cena zabiegu często nie daje pacjentowi wyraźnych korzyści w porównaniu z tradycyjnym wierceniem.
Nie znalazłeś(aś) odpowiedzi na swoje pytanie do dentysty :). Napisz je, postaramy się odpowiedzieć w kolejnym Magazynie Klubu Galerii Uśmiechu.